„Gry i zabawy dla dorosłych” czyli integrujemy się

Prawda jest taka, że wstępując do stowarzyszenia nie znaliśmy się wszyscy za dobrze. Łącznikami byli Ola i Koczur, a reszta znała się bądź z widzenia bądź w ogóle. Dlatego postanowiliśmy zorganizować imprezę integracyjną, na którą oprócz członków stowarzyszenia zaprosiliśmy również przyjaciół.

Imprezę pod tytułem „Gry i zabawy dla dorosłych” zorganizowaliśmy u mnie, czyli Kamili, w Świeradowie. Miało być ognisko i ogólnie mieliśmy nadzieję na ciepłą, gwiaździstą noc, ale jak zwykle pogoda nas nie rozpieściła i zamiast nauki chodzenia po linie (a właściwie taśmie „slackline”) która miała być główną atrakcją utknęliśmy w domu. Pierwsi imprezowicze wpadli już w piątek i wspólnie opracowywaliśmy plan gier na sobotę.

Sobotni poranek, pierwsze kroki w kuchni, pora wstawać. Śniadanko i czekamy na gości. Około południa pojawiają się pierwsi, potem następni aż w końcu uzbieraliśmy komplet. Wszystko zaczęło się w kuchni gdzie siedzieliśmy na podłodze, bo zabrakło krzeseł, ale na twarzach widziałam zadowolenie. Koleżanka Natalia grała na gitarze, gdy inni głowili się nad grami logicznymi.

Nadszedł czas na oficjalne otwarcie wieczoru i w tym miejscu nastąpiło przeniesienie do dużego pokoju. Pierwsza gra – do rąk każdej z par przywiązano sznurki niczym kajdanki. Zadaniem pary było wyplątanie się bez rozwiązywania sznurka. Po długich próbach, tarzaniu się po podłodze, przeciąganiu sznurka na wszystkie sposoby w końcu wszystkim się udało. Następna gra z jajkiem – z kilku kartek zbudować lądowisko, na które puszczone z wysokości jajko ma się nie rozbić. Chwile grozy, ale na szczęście jajka pozostały całe. Przenosimy się na pustynię. Kilka przedmiotów z rozbitego samolotu i musimy przeżyć. Co wybrać, co jest najważniejsze, a co w ogóle do niczego niepotrzebne. 10min narada i sprawdzamy wyniki. W kilku miejscach zaskoczenie, a w kilku radość, że udało się trafić. W kilka osób przenosimy się na rozłożony na podłodze kocyk, za zadanie mamy przewrócenie go na drugą stronę bez schodzenia. Dorota i Bartek przejmują dowodzenie i po kilku kłótniach i próbach w końcu udaje nam się przewrócić kocyk.

Hitem wieczoru był TWISTER!!! Dostaliśmy go na rzecz stowarzyszenia i trzeba było wypróbować. Prawa ręka na czerwony, lewa noga na zielony, no i mamy poplątanie z pomieszaniem. Ktoś komuś wchodzi na głowę, inny ktoś przytula się do nogi. Śmiechu co nie miara, figury akrobatyczne wypróbowane, masa zdjęć i bolące mięśnie :-) Zmęczeni lecz szczęśliwi kładziemy się spać.

Niedzielny poranek zaczynamy od wspólnego śniadania. Ale ponieważ jest to weekend gier i zabaw zaczynamy grę w karty. Nie chwaląc się specjalnie, złoiłam wszystkim pupy ;) Jak już mieli dość, do gry wkroczył Chińczyk, który również okazał się hitem, tym razem niedzieli. Krzyki, zbijanie i „po trupach pionków” do celu.  Męska duma cierpiąca, bo to dziewczyna (czyli ja) znowu pierwsza chowa wszystkie pionki w domku. Uszczypliwe komentarze, ale przecież to tylko zabawa :-)

Na tym zakończyliśmy weekend integracyjny. Poznaliśmy się i teraz z jeszcze większym zapałem, bo już jako bliżsi sobie, zabieramy się do działań na rzecz dzieci.

A tu można obejrzeć kilka zdjęć:
Gry i zabawy